środa, 16 kwietnia 2014

Cesarskie cięcie w szpitalu Narutowicza w Krakowie

Dzisiejszy post jest dla Asi i innych dziewczyn, które za chwilkę będą rodziły w Narutowiczu. Ja jak wiecie miałam zabieg cesarskiego cięcia więc nie wypowiem się jak wygląda sam poród naturalny. Opis jest szczegółowy jeśli ktoś uzna, że za bardzo to wybaczcie. Zaczynamy:

Przyjęcie do szpitala:
Na cesarkę byłam umówiona z moim lekarzem prowadzącym a który w tym szpitalu pracuje, dr Michał Jankiewicz z czystym sumieniem polecam i jeśli kiedyś przyjdzie mi rodzić to również się do niego zgłoszę. W szpitalu byłam o godzinie 12:00 dlatego, że cesarka miała być o 14:00. Najpierw udajemy się do rejestracji, miłe panie zakładają kartę bądź jak w moim przypadku dają już wcześniej założoną(tydzień wcześniej byłam na KTG) i udajemy się do ambulatorium, przychodni położniczo-ginekologicznej, pokój nr 41 (tuż obok SOR) Tam bardzo fajne babeczki kazały iść na SOR aby założyli mi historię choroby/kartę przyjęcia oraz dali numerek identyfikacyjny na rękę. Następnie ubieramy szpitalne ciuchy i pani z owego ambulatorium osobiście zaprowadziła mnie na porodówkę.

Porodówka:
Na porodówce panie też bardzo okej, żartowały oraz odpowiadały na moje pytania. Dostałam od razu kroplówkę oraz pokój/jedną z sal porodowych, czysto i schludnie. Położyłam się na łóżku do KTG, pani położna przychodziła często, myślę jednak że miała po prostu dużo czasu bo w tym momencie na całej porodówce byłam tylko ja. Potem kolej na lewatywę, nie wiedziałam czy do cesarki też trzeba ale nie ma się co bać dziewczyny. Pani wyprosiła męża za co jestem jej wdzięczna i powiedziała, że teraz pora na lewatywę. Była delikatna a cały "zabieg" nie jest taki straszny. Zapytała o "wygolenie" dla mnie była to rzecz oczywista i bez ciąży więc byłam przygotowana :) Wybiła godzina 14:00 ja już lekko upocona ze stresu bo gdzie ten lekarz?! Wpadł zziajany i przeprasza ale wrócił z innego szpitala i musi jeszcze iść do pacjentki więc muszę poczekać pół godziny. Dla mnie żaden problem czekałam 9 miesięcy więc pół godziny w tą czy w tą nie robi różnicy :) O godzinie 15:20 przyszła pani położna założyć cewnik. Wiem, że w niektórych szpitalach zakładają go już po znieczuleniu ale też dało się to przeżyć.

Poród:
"Idziemy rodzić" ojacie! pomachałam mężowi który został w tym "naszym" pokoiku i poszłam do sali. Jak się okazało po drugiej stronie korytarza :) Pani anestezjolog powiedziała jak będzie wyglądało znieczulenie oraz informowała co robi. Wbiła się w kręgosłup (nie boli to bardziej niż zakładanie welfronu) Momentalnie poczułam takie jakby mrowienie postępujące w stronę tyłka i nóg. Położyłam się na stole, pani przy porodzie podpięła mnie pod całą maszynerię, dała tlen do nosa oraz ten parawan. Lekarz a w zasadzie było ich dwóch zapytał co czuje, byłam trochę zdezorientowana i mówię, że ja czuję ten materiał na sobie i takie jakby mrowienie a on na to, że będę czuła co się dzieje ale nie będę odczuwać bólu. Potem "pani od maszynerii" powiedziała, że poczuję szarpnięcie i dosłownie po 3,4 minutach od początku zabiegu mały już był. Niestety wpadłam w panikę bo nie słyszałam płaczu ale lekarka pogładziła mnie po ręce i powiedziała, że mam pięknego synka a zaraz potem usłyszałam płacz. Po kilku minutach pani od noworodków pogratulowała mi syna oznajmując, że dostał 10 punktów. Po chwili inna pielęgniarka pokazała mi go na chwilkę, pamiętam, że był taki cieplutki i pachnący, rozpłakałam się i już niewiele widziałam. Zabrali go na ubieranie do "naszego pokoiku" gdzie czekał mąż z kamerą :) Fajny filmik i pamiątka swoją drogą!
Ja na stole leżałam jeszcze max 20-30 minut. Nic nie bolało!  Po chwili wjechało łóżko na które mnie przenieśli (pamiętam, że bałam się, że mnie upuszczą, takiego słonia). Przejechałam na salę pooperacyjną.

Opieka pooperacyjna:
Po cesarce nie wolno podnosić się przez 12 godzin, pierwszy łyk wody można zrobić po 6 godzinach. Początkowo byłam bardzo oszołomiona i nie wiedziałam co teraz, gdzie jest mały, gdzie mąż. Usłyszałam jak pytają męża o podkłady poporodowe i te podpaski. Wyjął jedną paczkę bo planowałam, że na drugi dzień mi dowiezie. Panie powiedziały, że stanowczo za mało i wysłały go do apteki. Nakupił tego 3 paki (plus 3 paki w domu!) Na salę go nie wpuścili i kazali przyjść na drugi dzień. Ja po jakiejś godzinie poczułam, że robi mi się strasznie zimno. W ciągu 3 godzin tak strzelałam zębami z zimna, że myślałam, że je powybijam. Miałam kołdrę i dwa koce. Jak się okazało to efekt uboczny znieczulenia. Na szczęście jak zaczęło ono schodzić trochę się ociepliłam. Na sali było dużo studentek położnictwa które pomagały, pytały i dbały o mnie.
Czy bolało? No na pewno czułam tą ranę ale przyznam, że nie był to przeszywający ból. Przez całą noc poprosiłam dwa razy o znieczulenie bo lekarz sam powiedział żeby nie dopuszczać aż bardzo będzie bolało tylko od razu prosić a nie cierpieć. Pierwszą noc nie spałam prawie w ogóle.
Rano o 6.30 przynieśli mi synka opatulonego w rożek i kocyk. Był taki spokojniutki, patrzył tylko tymi oczkami i ruszał paluszkami. Zasnął zaraz. Około 10:00 po wizycie pediatrycznej chciałam go nakarmić, było mi trudno na leżąco ale tu pomogły studentki i lekarka na sali.
13:00 - wstajemy! Przyszła do mnie pani rehabilitantka i kazała wstać. Najtrudniej szło mi przekręcanie z pleców na bok, troche rwało ale jakoś się podniosłam. Zdjęli mi cewnik i przeszłam na normalną salę.

Opieka po porodzie:
Na normalnej sali opieka jest taka sama zarówno dla kobiet po cesarce jak i porodzie siłami natury.
Sporo pomagają studentki, pielęgniarki również zaglądają. Wizyta ginekologiczna raz dziennie, pediatryczna rano i wieczorem. W drugiej dobie mały zaczął mi płakać, nie wiedziałam co jest bo karmiłam piersią i teoretycznie ten pokarm miałam. Jednak po konsultacji lekarka stwierdziła, że i owszem pokarm jest ale za mało by dziecko się najadło. Miałam swoją butelkę więc pognałam do pań od noworodków, dostałam już ciepłą mieszankę i mały faktycznie zasnął.
W drugiej dobie zaczął się mój największy horror czyli MEGA! ból głowy. Początkowo to ja nie mogłam karkiem ruszać, ból jak nigdy dotąd. W nocy było mi ciężko karmić małego bo głowa doprowadzała mnie chwilami płaczu... W trzeciej dobie błagałam Boga w myślach by mnie wypuścili do domu gdzie mogłabym się położyć i zamknąć oczy. Z ulgą usłyszałam, że mamy zielone światło i możemy wyjść do domu :)

Warunki w szpitalu:
Porodówka - czyściutko, schludnie, bardzo na plus.
Odział położniczy - mnie trafiła się sala trzyosobowa. Nie była za duża i troche ciasno się robiło kiedy do każdego ktoś wpadał z odwiedzinami. Łazienki, takie sobie...Prysznic już lekko zakamieniony ale wiadomo, że szpital to nie spa. Sale codziennie sprzątane, podłoga myta, kosze wymieniane.
Jedzenie - dobre! A nawet bardzo dobre. Jak sobie przypomnę tą wodę z kluskami co dostałam na Galla to w Narutowiczu była ekskluzywna restauracja :)

Ogólne wrażenia:
Ja jestem bardzo zadowolona. Nie miałam nikogo opłaconego, nikogo znajomego, jedynie samo cięcie przeprowadził mój lekarz potem radziłam sobie już sama. Powiem wprost, żadnych czekolad, łapówek nie ma sensu dawać bo ta pielęgniarka czy położna która jest dziś jutro już jej na sto procent nie będzie w pracy.  Trzeba się spiąć w sobie i jakoś przetrwać pobyt.
Osobiście polecam szpital Narutowicza w Krakowie.

Rozpisałam się ale sama sporo szukałam opinii przed porodem i mój opis jest odpowiedzią na pytania, które mnie wtedy nurtowały.

P.s. Posta zaczęłam pisać o 7 rano po karmieniu a kończę teraz. Mały Grzesiu nie lubi blogowania :P
Wybaczcie wszelkie błędy ;)

24 komentarze:

  1. Myślę, że będzie to bardzo przydatny post dla mam, które zastanawiają się nad wyborem szpitala. Ja też rodziłam w Narutowiczu, z tym że naturalnie i jestem bardzo zadowolona :) Jedzonko też bardzo miło wspominam :)
    Podziwiam Cię, że przy maleńkim dzieciątku znajdujesz czas na prowadzenie bloga :) Ja przez pierwsze tygodnie byłam tak niezorganizowana, że do południa chodziłam w piżamie :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Post na pewno przydatny, fajnie się dowiedzieć, że po cesarce nie zawsze jest tak strasznie, jak się czasem słyszy. Szkoda tylko, że tak Cię męczy ten ból głowy;/

    OdpowiedzUsuń
  3. Przydatny wpis, widzę, że nie było źle. W tych szpitalach bywa różnie, wszystko zależny na kogo się trafi.
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pokaż synka :) :)
    Gratuluje :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajny i przydatny opis dla tych którzy tam będą rodzić. Super, że była taka fajna opieka i tak się tobą zajęli. Gratuluję raz jeszcze i Życzę Wam zdrówka ! Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuje bardzo za tak szczegółowy opis :) bardzo mi pomógł, już się nie boję tak bardzo jak do tej pory pobytu w szpitalu;) choć nie wiem czy będę miała cesarkę to mi troszkę rozjaśniłaś myśli (czarne) ;) jestem jeszcze ciekawa jak wygląda dzień na tym oddziale, jak wyglądają kąpiele, co Ci się przydało a co nie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdego ranka jest wizyta pediatryczna, lekarze badają maluchy. Później jest wizyta ginekologiczna i badane są matki. W między czasie śniadanie, drugie śniadanie, obiad i kolacja. W ciągu dnia i nocy po salach chodzą panie pielęgniarki oraz panie od noworodków i pytają czy w czymś nie pomóc i ogólnie jak się czujemy.
      Z jedynych minusów w szpitalu, które mi przeszkadzały to obowiązek włączonego światła w nocy, niestety te lampki raziły po oczach niczym żarówy.
      Co do kąpieli to ja przez te dwa dni kiedy miałam małego kąpałam go raz. Wygląda to w ten sposób, że po wizycie wieczornej (ważenie i badanie maluchów) idzie się z wózkiem do pokoju noworodków gdzie kąpie pani położna na Twoje życzenie. Ja osobiście miałam swój Oilatum więc nie wiem czy szpital ma jakieś kosmetyki. Pani po kąpieli wyciera i ubiera maluszka a Ty wracasz potem na sale. Z mojej sali tylko ja kąpałam dziecko.
      Co mi się przydało? Smoczek i butelka. Smoczek bo kiedy mały był głodny i płakał a ja nie wiedziałam dlaczego to troszkę go mogłam uspokoić. Butelka dlatego że pokarmu było za mało więc dobrze, że miałam swoją wyparzoną (avent natural)
      Dla siebie weź wodę z dziubkiem i papier toaletowy bo w mojej łazience pierwszego popołudnia nie było w toalecie. Ja miałam swojego jaśka i myślę, że może się również przydać podczas pierwszych prób karmienia bo szpital ma takie sflaczałe poduchy wielkie.
      Co mi się nie przydało? połowa ubranek dla małego bo jednak zmieniałam mu ubranko tylko raz dziennie.
      Jeśli jeszcze masz jakieś wątpliwości to pytaj śmiało :)

      Usuń
  7. Super że wszystko poszło tak dobrze i że jesteś zadowolona. Pewnie mamom z Krakowa Twój wpis jest bardzo przydatny :)
    Czekam na fotki synusia!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ależ Wam fajnie, że jesteście już razem :)

    OdpowiedzUsuń
  9. to że robią lewatywę do cesarki to jestem zdziwiona ja do naturalnego porodu nie miałam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratuluję, Iza!
    A opis pełna profeska ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. U nas po cesarskim cięciu kobieta zostaje od razu z dzieckiem i położne przychodzą teoretycznie za każdym razem kiedy dziecko płacze aby podać na karmienie. Czekam na fotki, z pewnością jest śliczny :)

    OdpowiedzUsuń
  12. co szpital to inaczej ja mialam cesarke niedawno bo w styczniu i zaraz po kazali duzo wody pic sama tez byla zdziwiona wrecz krzyczeliz e za malo pije:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam porównanie z Galla cztery lata temu, tam noworodki są kąpane tylko przez pielęgniarki i przynoszone rano po badaniu na salę, gdzie zostają do kolejnego kąpania rano. Światło można było mieć zgaszone, mnie to przeszkadzało, bo noszę mocne okulary a nie miałam lampki nawet przy swoim łóżku więc się męczyłam w nocy nic nie widząc. Uruchomili mnie po cesarce na drugi dzień, pięć dni przebywałam w szpitalu z synkiem. Zawsze miałam pomoc. Ubranka co sobie chwalę dawali w szpitalu, pieluchy mogłam dokupić, ale nie musiałam. Podkłady dawali, ja kupowałam tylko wielkie podpaski belli bo zwykłe nie dają rady ;-). Sala cztero osobowa, niestety wielkie darcie kobiet rodzących uniemożliwiało zaśnięcie, nie spałam nocami w ogóle, w dzień może po trochu. Tam mieli manię karmienia piersią i jak dziecko było głodne musiało sobie godzinami wyciągnąć pokarm co mnie się nie podobało, bo nikt nie będzie godzinami leżeć mając jeszcze inne dzieci w domu. Przemycaliśmy mleko. Ja dawałam strzykawką by dziecko poczuło w ogóle mleczko i chciało dotknąć piersi. Toalety tragedia, nie dało się załatwić, deski spadały, mimo że się wisiało, ani trzymać się ani nic, zamknięcia zepsute. Jeszcze jak z cesarką to płakać się chciało. Ordynator bardzo dobry, pielęganiarki położne miłe, dzidziusiowe pielęgniarki też. Bałam się zmienić pampersa na początku zawsze pomogły. Pani od spraw dokumentowych tak to nazwę, opowiadała jakie urzędy i co robić po wyjściu ze szpitala. Przed wyjściem do domu pielęganiarka każdej mamie pokazywała jak pielęgnować dziecko np. pępek, oczka, jak ubierać. Jaka woda itd. Bardzo dużo mi to pomogło. Przeszkadzało mi jedno, kroplowka i trzeba było dziecko nakarmić, a tu nijak ręką ruszyć, no i te śniadania w trakcie obchodu i jeszcze dzieci w tym były, więc wszystko na raz. Ale Galla porody wstrzymane niestety bo pewnie bym tam była, ale czeka mnie Narutowicz i dr Jankiewicz. Bardzo fajny gość, lekarz z powołania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie słyszałam, że na Galla zamknęli porodówkę. Myślę, że nie masz się co obawiać Narutowicza, tym bardziej, że prowadzi Cię dr Jankiewicz. Trzymam kciuki aby wszystko przebiegło sprawnie i bezproblemowo.

      Usuń
  14. Mam kilka pytań: czy miałaś jakis krem do pupki dla maluszka??? podobno potrzebne sa te podklady na łóżko (zakupiłam więc), a reczniczek dla maluszka trzeba??? Jakbys mogła napisać co zabrałaś ze soba i co Ci się przydało. z góry dziękuje Marta

    OdpowiedzUsuń
  15. Miałam krem (zielony linomag) ale nie przydał mi się, taki maluszek nie ma od razu problemów z pupką, przynajmniej mój nie miał. Mieć możesz w końcu zajmuje tyle miejsca co nic. Podkłady swoje mieć musisz bo dostaniesz tylko pierwszy na start, podobnie te wielkie wkłady poporodowe (podpaski).
    Co do ręczniczka dla maluszka to miałam (kupiłam te malutkie białe z ikei) przydał mi się bo ja małego wykąpałam w drugiej dobie. Niektóre mamy nie kąpały więc ręcznik im był nie potrzebny. Moją torbę do szpitala opisuję kilka postów wcześniej. Przydało mi się praktycznie wszystko bo brałam tylko to co niezbędne. Przede wszystkim nie ma sensu brać masy ubrań dla dziecka bo wątpie abyś chciała przebierać po kilka razy dziennie. Dla mnie najważniejsza okazała się maść maltan na sutki bo bolały mnie i piekły okrutnie. Żywy ogień normalnie, maść trochę łagodziła. Weź sobie swojego jaśka (poduszeczkę) bo te szpitalne poduszki to takie wielkie sflaczałe wory.
    Jeśli masz jakieś pytania to pisz śmiało. Trzymam kciuki za poród :)
    Iza

    OdpowiedzUsuń
  16. Spakowałam już trochę rzeczy. Też kupiłam linomag, wezme bo może jednak lepiej miec niz prsic męza o latanie po sklepach. Spakowałam tez kapturki na piersi i właśnie maść maltan. Opinie o szpitalu są różne ale moją lekarką jest dr Ewa Kowalik, która pracuje w tym szpitalu. Nic wezme ręczniczek, mam taki z kapturkiem od teściowej ale kupiła ogromny (w sumie fajny bo przyda się na długo). Mam termin na 12 stycznia z USG z miesiączki na 19 więc sama nie wiem czy brac lepiej rożek czy kocyk. Marta

    OdpowiedzUsuń
  17. witam
    Nie polecam tego szpitala chyba, że ktoś chce rodzić na żywca. Mimo usilnych próśb żona nie otrzymała znieczulenia. Jak pytałem kiedy zostanie podane znieczulenie pielęgniarka wychodziła z pokoju mówiąc coś do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam pytanie odnośnie cc - czy w Narutowiczu wykonują wcześniej niż termin porodu? U mnie wskazaniem jest ułożenie pośladkowe dzidziusia. I który termin porodu biorą pod uwagę? Z OM czy z USG?

    Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam cesarkę w 39 tygodniu, brali pod uwagę termin z usg. Nie jestem pewna na 100% bo już minął ponad rok :)
      Powodzenia,
      Iza

      Usuń
  19. Trochę nie uspokoiłaś tym postem.Mam termin cc na ok.5 grudnia i juz dziś się tym denerwuję. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. to do szpitala narutowicza potrzeba podkłady seni? nie dają? 2 razy rodziłam na ujastek i akurat to zapewniali- szpitali powinno chyba zależeć, żeby poloznice nie budziły pościeli... nawet dawali pieluchy bell
    a chociaż te to mogę się zgodzić ze trzeba przynieść swoje...

    OdpowiedzUsuń