W niedzielę po obiedzie kiedy pogoda była mocno podejrzana i niepewna bałam się wyruszyć na długą trasę spacerową. Stwierdziliśmy z sir małżonkiem iż skoczymy na plac zabaw za blokami. Plac malutki, jedna piaskownica, jedna zjeżdżalnia i jakieś huśtawki. Wszystko ogrodzone i piękna zielona trawka. Sama nie wiedziałam jak się ubrać więc wózek zmienił się w garderobę. Mały zaraz zasnął uśpiony przez wertepy na chodnikach. Na placu znaleźliśmy stanowisko pół-cień, syn-cień, matka-słońce :) Mąż zaraz przeszedł do drużyny cienia a ja wygrzałam się za wszystkie czasy :)
Pochwalę się, że sukienka ze zdjęcia jest własnej produkcji, skrojona i uszyta w godzinkę z przerwą na małe przytulaski z Grzesiem :) Nawet nie sądziłam, że taka fajna kieca wyjdzie z tej szmatki, cieniutka i przewiewna, wróżę jej świetlaną przyszłość na ten sezon :)
P.S. Jutro jedziemy do domu do Kielc a w sobotę wesele, pierwsze z Grzesiem, trochę się boję więc trzymajcie kciuki :)